Ryanair obniża prognozę liczby obsłużonych pasażerów. Powodem jest przede wszystkim wysoka cena hedgingu paliwa lotniczego. Mniej lotów zimą przełoży się na mniejszą stratę, ale mimo to przewoźnik ostrzega, że utrzymujące się wysokie ceny ropy mogą doprowadzić do wyraźnego wzrostu cen biletów w Europie.
Największe linie lotnicze w Europie, pod względem liczby przewożonych pasażerów, korygują swoje plany dotyczące wzrostu ruchu pasażersko-operacyjnego. Zgodnie z najnowszym komunikatem przewoźnika, zakładana liczba pasażerów w roku finansowym 2027 zostanie obniżona z 216 do 214 mln.
Nie oznacza to jednak, że Ryanair przechodzi do strategii ograniczania działalności. Korekta jest przede wszystkim odpowiedzią na wyjątkowo niekorzystną sytuację na rynku paliw lotniczych. Przewoźnik chce zmniejszyć liczbę oferowanych miejsc w okresie zimowym, kiedy popyt na podróże jest tradycyjnie niższy, a jednocześnie część kosztów paliwa pozostaje niezabezpieczona.
Ryanair ograniczy zimowy rozkład lotów
Najważniejsza zmiana dotyczy okresu od listopada do marca, czyli miesięcy charakteryzujących się niższym popytem na podróże lotnicze niż sezon letni. Irlandczycy wskazują, że przy obecnych cenach kerozyny utrzymywanie wcześniej zakładanej ekspansji zimowego programu lotów byłoby ekonomicznie nieuzasadnione. Dlatego przewoźnik zamierza ograniczyć swoją ekspozycję na zakup niezabezpieczonego paliwa.
W praktyce oznacza to, że ruch Ryanaira w okresie zimowym ma być mniej więcej taki sam jak rok wcześniej, zamiast rosnąć zgodnie z wcześniejszymi założeniami. Dla pasażerów może to oznaczać mniejszą liczbę dostępnych miejsc oraz potencjalnie ograniczenie liczby połączeń na wybranych trasach. Szczególnie istotne może być to na rynkach, na których Ryanair odpowiada za znaczną część dostępnej podaży.
Decyzja irlandzkich linii lotniczych ma jednak przede wszystkim chronić wyniki finansowe przewoźnika, albowiem Ryanair szacuje, że ograniczenie zimowego rozkładu pozwoli zmniejszyć straty w sezonie zimowym o około od 70 do 100 mln euro. Niskokosztowy operator określa zmianę jako „jednorazowe dostosowanie związane z wyjątkowo wysokimi cenami ropy i paliwa”.
Paliwo po 140 dolarów za baryłkę
Kluczowe znaczenie ma obecna sytuacja na rynku ropy: paliwo lotnicze A-1 jest obecnie wyceniane – na światowych giełdach paliw – na około 140 dolarów za baryłkę. Jednocześnie przewoźnik jest stosunkowo dobrze zabezpieczony przed wzrostem cen. Około 80 proc. zapotrzebowania na paliwo w roku finansowym 2027 zostało zabezpieczone po cenie około 67 dolarów za baryłkę. A więc: zdecydowana większość potrzeb paliwowych Ryanaira została zakontraktowana po cenie znacznie niższej od obecnych poziomów rynkowych.
Problem dotyczy pozostałej części zapotrzebowania. To właśnie niezabezpieczone paliwo może znacząco zwiększać koszty operacyjne przewoźnika, szczególnie w okresie zimowym, gdy samoloty mają niższe wypełnienie, a uzyskiwane przychody są zazwyczaj słabsze. Z punktu widzenia modelu biznesowego tanich linii lotniczych jest to szczególnie istotne. Ryanair opiera swoją przewagę m.in. na bardzo wysokim wykorzystaniu samolotów i niskich kosztach jednostkowych. Gwałtowny wzrost kosztu paliwa może więc szybko przełożyć się na rentowność połączeń.
Mniej miejsc zamiast latania ze stratą
Strategia Ryanaira jest stosunkowo prosta: zamiast utrzymywać pełną planowaną ekspansję w okresie niskiego popytu i ponosić wysokie koszty paliwa, przewoźnik ograniczy podaż. To ważne, ponieważ nie chodzi o całkowite wycofywanie się z rynku ani o trwałą zmianę strategii wzrostu. Ryanair chce przede wszystkim dostosować zimową podaż do warunków rynkowych. Przewoźnik zakłada, że ruch od listopada do marca będzie zasadniczo „płaski” rok do roku. Tym samym wzrost liczby pasażerów w całym roku finansowym będzie pochodził przede wszystkim z pozostałej części roku, na którą linie są nastawione pozytywnie.
Od kwietnia do października przewoźnik spodziewa się obsłużyć około 145 mln pasażerów, wobec około 138 mln rok wcześniej. Oznacza to wzrost o ponad pięć proc., co jest dość istotnym sygnałem. Ryanair nie zakłada zatem całkowitego załamania popytu na podróże lotnicze. Wręcz przeciwnie – irlandzka grupa lotnicza nadal widzi przestrzeń do zwiększania liczby pasażerów w najbardziej atrakcyjnej części roku. Problemem pozostaje przede wszystkim relacja między cenami biletów, kosztami paliwa i rentownością połączeń w okresie zimowym.
Ceny biletów nadal są pod presją
Dla pasażerów ważny jest również fakt, że w krótkim terminie Ryanair nie zakłada automatycznego wzrostu cen biletów. Przewoźnik wskazuje, że w drugim kwartale ceny pozostawały pod presją. W lipcu spółka mówiła o trendzie „umiarkowanie spadkowym” cen rok do roku, więc obecnie pasażerowie nadal mogą korzystać z relatywnie atrakcyjnych cen, mimo wysokich kosztów funkcjonowania linii lotniczych.
Sytuacja może jednak zmienić się w kolejnych miesiącach, gdyż w komunikacie przewoźnik przedstawia również znacznie bardziej optymistyczny dla siebie, ale mniej korzystny dla pasażerów scenariusz. Jeżeli wysokie ceny ropy utrzymają się do lata 2027 roku, Ryanair spodziewa się, że ceny biletów na krótkich trasach w Europie mogą wzrosnąć znacząco.
Mechanizm jest łatwy do wyjaśnienia. Linie lotnicze muszą pokrywać wyższe koszty paliwa. Jeżeli jednocześnie nie chcą ograniczać działalności, będą musiały przenieść część dodatkowych kosztów na pasażerów. Drugim elementem jest podaż, bo jeżeli przewoźnicy zaczną ograniczać liczbę lotów, liczba dostępnych miejsc na rynku zmniejszy się. Przy utrzymującym się popycie mniejsza podaż może z kolei prowadzić do wzrostu cen biletów.
Ryanair zwraca uwagę na jeszcze jeden element. Spółka uważa, że linie lotnicze, które mają mniejszą część zapotrzebowania na paliwo zabezpieczoną przed wzrostem cen, mogą znaleźć się w znacznie trudniejszej sytuacji. Przy cenie paliwa wynoszącej około 140 dolarów za baryłkę różnica między kosztem zabezpieczonym a ceną rynkową staje się bardzo duża.
Ryanair, dzięki zabezpieczeniu około 80 proc. zapotrzebowania po około 67 dolarów za baryłkę, jest więc w relatywnie komfortowej sytuacji. Pozwala mu to ograniczyć negatywny wpływ obecnego szoku cenowego na wyniki. Jednocześnie przewoźnik uważa, że gorzej zabezpieczeni konkurenci mogą być zmuszeni do ograniczenia oferowanej przepustowości, a w skrajnym przypadku nawet do walki o przetrwanie nadchodzącego sezonu zimowego. A to może mieć duże znaczenie dla całego europejskiego rynku lotniczego.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.